Dwójka sąsiadów walczy z kameralną kawiarnią dla rodziców z dziećmi. Ślą skargi, nagrywają na kamerę bawiące się dzieci, awanturują się z klientami lokalu
Wyliczan Cafe przy Kakowskiego 8 w październiku otworzyły Magdalena Błońska z Kingą Kożuchowską. Pomaga im koleżanka Kinga Lewandowska.

- Brakowało tu miejsca, gdzie mogą przyjść rodzice z małymi dziećmi, posiedzieć przy ciastku z kawą, winie czy piwie, a dzieci nie będą się nudzić - opowiada Magdalena Błońska. W kawiarni organizują warsztaty dla maluchów i rodziców. Były pogadanki o historii Kamionka i Gocławia, recital gitarowy. W WC stoi przewijak, nocnik. Na zewnątrz jest ogródek z kilkoma stolikami i parasolami.

Z balkonu pierwszego piętra zwisa transparent: "My tu mieszkamy. Mamy prawo do ciszy i spokoju. Tylko głupiec tego nie uszanuje".

Uciszcie te bachory

- Problemy zaczęły się już w czasie remontu. Lokatorzy z góry skarżyli się, że wiertarka pracuje. Poszłyśmy z kwiatami, zaprosiłyśmy na kawę. Sąsiad kwiaty przyjął i powiedział, że w lokalu, który wynajęłyśmy, nic się długo nie utrzymało. Dodał, że jak będziemy otwarci po godz. 22, to on się na to nie zgodzi - wspomina pani Magdalena.

Kawiarnia czynna jest do godz. 20, a latem do 21. Ale sąsiedzi z pierwszego piętra protestują.

Właścicielki Wyliczan Cafe opowiadają, że pierwsza awantura była już w tygodniu po otwarciu.

- Przy klientach naskoczyła na nas córka sąsiadów, że jej rodzice nie mogą wytrzymać, że mamy wyciszyć lokal, że coś u nas tak huknęło, że tata o mało nie spadł z krzesła - mówi Kinga Kożuchowska. Panie podkreślają, że przecież nie prowadzą klubu nocnego. Były trzy półtoragodzinne dyskoteki dla dzieci, zaczynały się o 17.

- Do stołów i krzeseł przykleiłyśmy podstawki z filcu. Cicho sprzątamy, po 22 nie włączamy odkurzacza. Nie pomogło - stwierdza Kinga Lewandowska.

Z tygodnia na tydzień relacje z sąsiadami były coraz gorsze: przeszkadzał im hałas, trampolina ustawiona w ogródku.

Skarżyć zaczęli się klienci, bo coraz częściej, siedząc w ogródku, słyszeli niewybredne komentarze, np. "Uciszcie bachory, bo im nogi z d..y powyrywam".

Sąsiad zaczął robić im zdjęcia, nagrywać na kamerę, wysłał skargi do dzielnicy, wiceprezydenta Warszawy, inspektoratu nadzoru budowlanego.

- Mamy kontrolę za kontrolą - przyznaje Magdalena Błońska.

 

Piekło i cholerstwo pod oknem

Protestujący sąsiedzi nie chcą podać nazwiska, ale zapraszają mnie do środka. - Kiedy córka kupiła mieszkanie, spółdzielnia zapewniała, że pod nami może być prowadzona tylko cicha działalność. I na początku była tam galeria obrazów. Rzadko kto przychodził. Później powstał zakład fryzjerski. Panie chodziły w szpilkach. A tu są ściany żelbetonowe, wszystko się niesie. Ale nie skarżyliśmy się. A teraz żyć nie można. Z żoną z domu wychodzimy, szwendamy się bez celu, bo wytrzymać się nie da. Przyjdzie dziesiątka dzieci. Bum, bum. Skaczą, śpiewają - opowiada mieszkaniec z pierwszego piętra. I demonstruje, sam podskakując.

- A ogródek wygląda jak zagroda dla świń. Po drugiej stronie ulicy jest park z placem zabaw. Tam dzieci mają się bawić - dodaje.

Pokazuje filmy, które nagrał: w ogródku jest trójka, czasem piątka dzieci. Podskakują na trampolinie. - Piekło - wzdycha żona.

Mąż: - Taka mamuśka przyprowadzi dzieciaka na dwie godziny, ten się wyszaleje i ma w domu spokój. A my musimy z tym żyć. Jestem po zawale, szlag mnie trafia. Przyznaję, raz odpyskowałem, bo już nerwowo nie wytrzymałem. Otworzyć takie ognisko hałasu pod oknami ludzi to przecież zbrodnia. Mam prawo mieć cicho we własnym domu. Nikt w Warszawie nie ma takiego cholerstwa pod oknem.

Mężczyzna pokazuje na filmie młodą kobietę, pijącą w kawiarnianym ogródku piwo ze szklanki. - Wypiła i wsiadła do samochodu z dzieciakiem - oburza się.

Mediować próbował Marek Kubiński, prezes Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej "Twój Dom". - Nie widzę szans na kompromis - przyznaje. Mówi, że na kawiarnię skarżą się tylko ci lokatorzy, że wcześniej narzekali też na pobliski sklep spożywczy. Zaprzecza, że spółdzielnia gwarantowała, że na parterze będzie prowadzona "cicha działalność". - To lokale prywatne. Co nam do nich?! - stwierdza prezes.

Pomoc deklaruje dzielnica. - Burmistrz z chęcią się spotka ze stronami konfliktu. Liczymy na pozytywny finał - mówi Ewelina Buczyńska, rzeczniczka Pragi Południe.

Do Wyliczan Cafe przychodzi z synami pani Magda. - Takie miejsce jest bardzo potrzebne, drugiego w okolicy nie ma. Przecież ci protestujący państwo świadomie kupili mieszkanie nad lokalem usługowym. Z tym zawsze mogą być związane jakieś uciążliwości. Wywiesili transparent, który celuje też we mnie. Przychodzę do kawiarni, więc według nich jestem głupcem.

 

Żródło http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,14479844,Walcza_z_kawiarnia_dla_matek___Uciszcie_te_bachory_.html#TRLokWarsTxt

Kalendarze Trójdzielne Warszawa Kalendarze jednodzielne Warszawa